Minuta po śmierci

  • 34,90 zł 26,17 zł
  • szt.
  • Dodaj recenzję:
    • Producent: Dobry Skarbiec.pl
    • Waga: 0.4 kg
    • Dostępność: Jest
      Czas realizacji: 1 - 2 dni robocze
    • Autor: Erwin W. Lutzer
    • ISBN: ISBN 978-83-61131-93-9
    • Liczba stron: 176
    • Wymiary: 135x205 mm
    • Rok wydania: 2019

    Minutę po śmierci poczujesz się albo szczęśliwy, albo przerażony. Wtedy jednak będzie już za późno, aby zmienić swoje plany na przyszłość.

    Śmierć nieubłagalnie przychodzi do wszystkich ludzi, ale życie na niej się nie kończy. Dla jednych, śmierć jest początkiem niekończącej się radości, dla innych, niekończącej się rozpaczy. W najnowszym wydaniu swojej bestsellerowej pozycji Minuta po śmierci pastor Erwin W. Lutzer przedstawia biblijną perspektywę życia po śmierci.

    Książka porusza takie tematy jak:

    • Channeling, reinkarnacja i śmierć kliniczna
    • Jak wygląda niebo i piekło
    • Sprawiedliwość i wieczna kara
    • Wiara w Bożą opatrzność
    • Przygotowanie się na ostatni moment w życiu

    Mimo że życie po śmierci jest owiane tajemnicą, Biblia rzuca pewne światło poza zasłonę. Dr Lutzer wyjaśnia, czego możemy oczekiwać po drugiej stronie.

    Po przeczytaniu tej pozycji poczujesz realność wieczności oraz ożywienie i pocieszenie w codziennym życiu.

    Erwin W. Lutzer jest emerytowanym pastorem kościoła The Moody Church w Chicago, w którym służył ponad 35 lat. Jest też cenionym autorem programów radiowych nadawanych w całych Stanach Zjednoczonych i międzynarodowym mówcą konferencyjnym. Napisał wiele książek, m.in. Your Eternal Reward i How You Can Be Sure You Will Spend Eternity With God.  Wraz ze swoją żoną, Rebeccą, posiadają troje dzieci i ośmioro wnucząt.

     

    Spis treści
    Wstęp: Witamy w wieczności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7
    1. Próby spojrzenia poza zasłonę . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13
    2. Zejście do mroku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 31
    3. Wkraczanie do chwały . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49
    4. Witamy! Oto przybyłeś! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 71
    5. Życie w Nowym Jeruzalem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 95
    6. Kiedy Hades zostaje wrzucony do piekła . . . . . . . . . . . . 115
    7. Moment otwarcia zasłony . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 141
    8. Dziś możesz wiedzieć, gdzie będziesz jutro . . . . . . . . . 163

     

    Wstęp
    Witamy w wieczności

    Minutę po tym, kiedy przekroczysz otwierającą się dla
    ciebie zasłonę, doświadczysz jednej z dwóch możliwości.
    Spotkasz witającego cię serdecznie Jezusa lub ujrzysz
    mrok, jakiego nigdy się nie spodziewałeś. Tak czy owak, twoja
    przyszłość zostanie określona w sposób wieczny i nieodwracalny.
    „Oblicze, które budzi zachwyt albo przerażenie wszechświata”,
    jak pisał C. S. Lewis, „musi zwrócić się do każdego
    z nas z tym lub tamtym wyrazem, przepełniając niemożliwą
    do wypowiedzenia chwałą lub budząc wstyd niemożliwy do
    zmycia ani uśmierzenia”. Pisarz przypomina: „To poważna
    rzecz albo zgroza i przerażenie spotykane dotąd – jeśli
    w ogóle – tylko w koszmarach sennych: żyć w niebiańskiej
    społeczności, gdzie najnudniejszy i najmniej ciekawy osobnik,
    z którym rozmawiamy, pewnego dnia może stać się postacią,
    którą będziemy chcieli otoczyć czcią… To z nieśmiertelnymi
    istotami żartujemy, pracujemy, bierzemy ślub, kłócimy się
    i na koniec wspólnie doznajemy nieśmiertelnych koszmarów
    lub wieczystych wspaniałości”1.
    Wszyscy, którzy dostąpią przywileju bycia w niebie, na powrót
    zobaczą swoich znajomych. Przyjaźnie – tak drastycznie
    zniweczone przez śmierć – rozpoczną się od miejsc, w których
    ustały. W obliczu tego, co zobaczą, odejdzie w niepamięć
    wszelkie wyobrażenie nieba, o jakim słyszeli. Zupełnie
    wszystko i zupełnie na zawsze.
    Natomiast inni – naprawdę całkiem wielka liczba – zostaną
    otoczeni mrokiem, miejscem niekończącego się nienasycenia
    i bezustannej żałości. Powrócą wciąż żywe wspomnienia,
    uczucia, obrazy z ich ziemskiego życia. Będą nachodzić
    ich i gnębić. Poczną rozmyślać o swoich przyjaciołach, rodzinie,
    krewnych. Nie ustaną w rozdrapywaniu utraconych
    szans, choć intuicyjnie będą wiedzieć, że ich przyszłość jest
    pozbawiona nadziei i nie widać jej końca. Śmierć będzie dlań
    o wiele gorsza, niż wszystko, co mogą sobie wyobrazić.
    Podczas gdy krewni i przyjaciele zajmą się planowaniem
    twojego pogrzebu – decydując się, jaki wybrać nagrobek,
    który kawałek ziemi czy kto będzie niósł trumnę – będziesz
    bardziej żywy niż kiedykolwiek. Ujrzysz Boga na Jego tronie,
    otoczonego miriadami aniołów i świętych, bądź poczujesz
    nieopisany ciężar winy, samotności, porzucenia. Nie należy
    się łudzić. Nie istnieje nic poza tymi ekstremami: nieustająca
    szczęśliwość lub pożoga przygnębienia.
    Przenieść się z jednego miejsca do drugiego nie będzie
    możliwe. Choć będą upływać stulecia i tysiąclecia, wznosić się
    będą doniosłe krzyki, zawodzenia i da się odczuć potworną
    ilość cierpienia, to twoje możliwości przemieszczania się zawężą
    się do obecnego miejsca. Zamieszkujący niższe obszary
    ciemności i mroku nigdy nie przekroczą bram prowadzących
    do światła i nieustającego dobrostanu, poczucia szczęśliwości
    i spełnienia. Szybko odkryją, że wzniosłe słowa, rzewnie podnoszone
    podczas pogrzebu, nijak się mają do rzeczywistości,
    jakiej obecnie doświadczają. Och! Gdyby tak ci tłumnie przybyli
    goście mogli choć przez moment ujrzeć ich oblicza!
    Niegdyś na jednym z amerykańskich cmentarzy pewien
    nagrobek został przyozdobiony następującym epitafium:
    Stój, kiedy przechodzisz, mój przyjacielu!
    Wszak takich jak ty znałem wielu.
    Tutaj, gdzie ja, będziesz i ty.
    Na śmierć gotów bądź, nie uroń łzy.
    Ktoś, przechodząc i czytając te słowa, dopisał niezgrabnie:
    Obiecać nie mogę, że pójdę za tobą,
    Gdyż nie wiem, którą poszedłeś drogą.
    Miałem kiedyś okazję poprowadzić dwa zupełnie odmienne
    pogrzeby. Pierwszy dotyczył chrześcijańskiej kobiety wielkiej
    wiary. Jej życie naznaczone było niezwykłym poświęce-
    niem dla Chrystusa. Na twarzach rodziny dało się zauważyć
    wyraz tryumfu. Niewymuszona radość mieszała się z ludzkim
    poczuciem smutku.
    Drugi pogrzeb dotyczył zmarłego nagle w wypadku niewierzącego.
    Tutaj żal jego krewnych mieszał się z rozpaczą
    i beznadzieją. W żaden sposób nie przyjmowali pociechy.
    Każdy z nas podąży do grobu jedną z tych dróg. Jeśli Jezus
    dotąd nie wróci, wszyscy przejdziemy przez tę spiżową bramę,
    opisaną u Hamleta jako wrota „obcego nam kraju, skąd
    nikt nie wraca”2.
    Myślenie o miejscu, do którego zmierzamy, daje nam jasną
    perspektywę. Wyobraźmy sobie taśmę mierzącą odległość od
    ziemi do najdalszej gwiazdy. Nasz pobyt tu, na ziemi, wyglądałby
    na niej jak odbicie włosa. W zestawieniu z całą rozciągłością
    taśmy, byłby niezauważalny. Ujmując to bardziej bezpośrednio:
    żadna miara i żaden dystans nie może równać się wieczności.
    Bez względu na to, jak twórczo będziemy usiłować to
    zmierzyć, nigdy nie uda nam się oddać rozmiaru wieczności.
    Każdy chce dobrze inwestować swój kapitał. Zgodnie
    z utartym powiedzeniem: „Wyciągnąć, ile się da”. Jednakże
    najlepsze inwestycje to te, które są bezpieczne i trwałe. Jeśli
    nauczymy się tej lekcji, wówczas będziemy przeznaczać czas
    na to, co nigdy się nie kończy. Czymże jest życie, jeśli nie preludium
    do wieczności?
    Ktoś opowiedział mi niedawno historię o pewnej parze,
    zażywającej rozkoszy na jednym z najwyższych pięter apartamentowca
    z widokiem na ocean. Nie byli jednak świadomi, że
    pod nimi szaleje pożar – nie mieli szans na przeżycie. To były
    ich ostatnie chwile. Podobnie wielu z nas korzysta z uroków
    życia, beznamiętnie lekceważąc fakt, że śmierć jest nie tylko
    nieunikniona, lecz rychlejsza, niż nam się wydaje. Mimo że
    nie wszystko w życiu może być pewne, co do jednego nie ma
    wątpliwości: wszystko, za czym się uganiamy w tym świecie,
    jest tymczasowe. W istocie rzeczy cały ten świat i to, co nagromadziliśmy,
    kiedyś obróci się w niwecz.
    Pamiętam, jak wszedłem do sklepu z książkami i przeglądałem
    prasę podróżniczą. Pewna para z zapałem wybierała
    mapy i przewodniki po miastach Europy i Hawajach. Inna
    grupka roześmianych trzydziestolatków szukała kursów do
    szybkiego przyswojenia języka obcego. Bez wątpienia przez
    dłuższy czas odkładali na ten cel pieniądze, rezerwowali urlopy
    i zostawiali wszelkie inne obowiązki, żeby móc kupić bilety
    i polecieć na upragnione wakacje. To wszystko po to, żeby
    przez dwa tygodnie odetchnąć.
    Pomyślałem: jak wielu z nich poświęca co najmniej tyle
    samo uwagi na myślenie o nieprzemijalnym miejscu, do którego
    – czy tego chcą, czy nie – nieodparcie zmierzają? Nie
    dawało mi spokoju pytanie, jak wielu z nich potrafi czytać
    przewodniki, studiować mapy i uczyć się języka niebios? Europa
    i Hawaje były dla nich czymś bardziej rzeczywistym niż
    wieczny świat zmarłych. Wszak pomimo ich szczytnych planów
    i tych niezwykłych miejsc, z każdym dniem byli coraz
    bliżej swojego ostatecznego celu.
    Założeniem niniejszej książki jest przyjrzeć się temu, co
    Biblia mówi o pozaziemskim życiu. Wielu, którzy przeczyta-
    ją te słowa, dozna pociechy. Inni będą zaniepokojeni. Natomiast
    każdy czegoś się nauczy. Muszę przyznać, że nie mam
    jakiegoś wielkiego objawienia na ten temat. Noszę jedynie
    żarliwe pragnienie precyzyjnego wyjaśnienia tego, co mówi
    o tym Biblia.
    Modlę się, żebym z Bożą pomocą nakreślił obraz chwalebnego
    nieba, aby ci, którzy gotowi są tam wejść, wykrzyczeli,
    że nie mogą się doczekać. Modlę się również, ażeby udało
    mi się uczynić piekło tak przeraźliwym, aby ci, którzy nie są
    przygotowani na śmierć, zdecydowali się zaufać Temu, który
    ma moc wyratować ich „od nadchodzącego gniewu”.
    Możemy z łatwością sprawić, by śmierć, która dotąd zdawała
    się być naszym wrogiem, stała się przyjaciółką, trzymającą
    nas za rękę podczas ostatecznego Bożego wezwania. Niechaj
    wypełni nas wdzięczność, że Bóg wyposażył nas w świetlny
    miecz. Kiedy go dobywamy, rozświetlamy rozpostartą wokół
    ciemność. Doprawdy śmierć nie jest beznadziejnym lejem,
    który wciąga nas w bezdenne nieznane.
    Czego więc się spodziewasz minutę po śmierci?
    Minutę po tym, kiedy przekroczysz otwierającą się dla
    ciebie zasłonę, doświadczysz jednej z dwóch możliwości.
    Spotkasz witającego cię serdecznie Jezusa lub ujrzysz
    mrok, jakiego nigdy się nie spodziewałeś. Tak czy owak, twoja
    przyszłość zostanie określona w sposób wieczny i nieodwracalny.
    „Oblicze, które budzi zachwyt albo przerażenie wszechświata”,
    jak pisał C. S. Lewis, „musi zwrócić się do każdego
    z nas z tym lub tamtym wyrazem, przepełniając niemożliwą
    do wypowiedzenia chwałą lub budząc wstyd niemożliwy do
    zmycia ani uśmierzenia”. Pisarz przypomina: „To poważna
    rzecz albo zgroza i przerażenie spotykane dotąd – jeśli
    w ogóle – tylko w koszmarach sennych: żyć w niebiańskiej
    społeczności, gdzie najnudniejszy i najmniej ciekawy osobnik,
    z którym rozmawiamy, pewnego dnia może stać się postacią,
    którą będziemy chcieli otoczyć czcią… To z nieśmiertelnymi
    istotami żartujemy, pracujemy, bierzemy ślub, kłócimy się
    i na koniec wspólnie doznajemy nieśmiertelnych koszmarów
    lub wieczystych wspaniałości”1.
    Wszyscy, którzy dostąpią przywileju bycia w niebie, na powrót
    zobaczą swoich znajomych. Przyjaźnie – tak drastycznie
    zniweczone przez śmierć – rozpoczną się od miejsc, w których
    ustały. W obliczu tego, co zobaczą, odejdzie w niepamięć
    wszelkie wyobrażenie nieba, o jakim słyszeli. Zupełnie
    wszystko i zupełnie na zawsze.
    Natomiast inni – naprawdę całkiem wielka liczba – zostaną
    otoczeni mrokiem, miejscem niekończącego się nienasycenia
    i bezustannej żałości. Powrócą wciąż żywe wspomnienia,
    uczucia, obrazy z ich ziemskiego życia. Będą nachodzić
    ich i gnębić. Poczną rozmyślać o swoich przyjaciołach, rodzinie,
    krewnych. Nie ustaną w rozdrapywaniu utraconych
    szans, choć intuicyjnie będą wiedzieć, że ich przyszłość jest
    pozbawiona nadziei i nie widać jej końca. Śmierć będzie dlań
    o wiele gorsza, niż wszystko, co mogą sobie wyobrazić.
    Podczas gdy krewni i przyjaciele zajmą się planowaniem
    twojego pogrzebu – decydując się, jaki wybrać nagrobek,
    który kawałek ziemi czy kto będzie niósł trumnę – będziesz
    bardziej żywy niż kiedykolwiek. Ujrzysz Boga na Jego tronie,
    otoczonego miriadami aniołów i świętych, bądź poczujesz
    nieopisany ciężar winy, samotności, porzucenia. Nie należy
    się łudzić. Nie istnieje nic poza tymi ekstremami: nieustająca
    szczęśliwość lub pożoga przygnębienia.
    Przenieść się z jednego miejsca do drugiego nie będzie
    możliwe. Choć będą upływać stulecia i tysiąclecia, wznosić się
    będą doniosłe krzyki, zawodzenia i da się odczuć potworną
    ilość cierpienia, to twoje możliwości przemieszczania się zawężą
    się do obecnego miejsca. Zamieszkujący niższe obszary
    ciemności i mroku nigdy nie przekroczą bram prowadzących
    do światła i nieustającego dobrostanu, poczucia szczęśliwości
    i spełnienia. Szybko odkryją, że wzniosłe słowa, rzewnie podnoszone
    podczas pogrzebu, nijak się mają do rzeczywistości,
    jakiej obecnie doświadczają. Och! Gdyby tak ci tłumnie przybyli
    goście mogli choć przez moment ujrzeć ich oblicza!
    Niegdyś na jednym z amerykańskich cmentarzy pewien
    nagrobek został przyozdobiony następującym epitafium:
    Stój, kiedy przechodzisz, mój przyjacielu!
    Wszak takich jak ty znałem wielu.
    Tutaj, gdzie ja, będziesz i ty.
    Na śmierć gotów bądź, nie uroń łzy.
    Ktoś, przechodząc i czytając te słowa, dopisał niezgrabnie:
    Obiecać nie mogę, że pójdę za tobą,
    Gdyż nie wiem, którą poszedłeś drogą.
    Miałem kiedyś okazję poprowadzić dwa zupełnie odmienne
    pogrzeby. Pierwszy dotyczył chrześcijańskiej kobiety wielkiej
    wiary. Jej życie naznaczone było niezwykłym poświęce-
    niem dla Chrystusa. Na twarzach rodziny dało się zauważyć
    wyraz tryumfu. Niewymuszona radość mieszała się z ludzkim
    poczuciem smutku.
    Drugi pogrzeb dotyczył zmarłego nagle w wypadku niewierzącego.
    Tutaj żal jego krewnych mieszał się z rozpaczą
    i beznadzieją. W żaden sposób nie przyjmowali pociechy.
    Każdy z nas podąży do grobu jedną z tych dróg. Jeśli Jezus
    dotąd nie wróci, wszyscy przejdziemy przez tę spiżową bramę,
    opisaną u Hamleta jako wrota „obcego nam kraju, skąd
    nikt nie wraca”2.
    Myślenie o miejscu, do którego zmierzamy, daje nam jasną
    perspektywę. Wyobraźmy sobie taśmę mierzącą odległość od
    ziemi do najdalszej gwiazdy. Nasz pobyt tu, na ziemi, wyglądałby
    na niej jak odbicie włosa. W zestawieniu z całą rozciągłością
    taśmy, byłby niezauważalny. Ujmując to bardziej bezpośrednio:
    żadna miara i żaden dystans nie może równać się wieczności.
    Bez względu na to, jak twórczo będziemy usiłować to
    zmierzyć, nigdy nie uda nam się oddać rozmiaru wieczności.
    Każdy chce dobrze inwestować swój kapitał. Zgodnie
    z utartym powiedzeniem: „Wyciągnąć, ile się da”. Jednakże
    najlepsze inwestycje to te, które są bezpieczne i trwałe. Jeśli
    nauczymy się tej lekcji, wówczas będziemy przeznaczać czas
    na to, co nigdy się nie kończy. Czymże jest życie, jeśli nie preludium
    do wieczności?
    Ktoś opowiedział mi niedawno historię o pewnej parze,
    zażywającej rozkoszy na jednym z najwyższych pięter apartamentowca
    z widokiem na ocean. Nie byli jednak świadomi, że
    pod nimi szaleje pożar – nie mieli szans na przeżycie. To były
    ich ostatnie chwile. Podobnie wielu z nas korzysta z uroków
    życia, beznamiętnie lekceważąc fakt, że śmierć jest nie tylko
    nieunikniona, lecz rychlejsza, niż nam się wydaje. Mimo że
    nie wszystko w życiu może być pewne, co do jednego nie ma
    wątpliwości: wszystko, za czym się uganiamy w tym świecie,
    jest tymczasowe. W istocie rzeczy cały ten świat i to, co nagromadziliśmy,
    kiedyś obróci się w niwecz.
    Pamiętam, jak wszedłem do sklepu z książkami i przeglądałem
    prasę podróżniczą. Pewna para z zapałem wybierała
    mapy i przewodniki po miastach Europy i Hawajach. Inna
    grupka roześmianych trzydziestolatków szukała kursów do
    szybkiego przyswojenia języka obcego. Bez wątpienia przez
    dłuższy czas odkładali na ten cel pieniądze, rezerwowali urlopy
    i zostawiali wszelkie inne obowiązki, żeby móc kupić bilety
    i polecieć na upragnione wakacje. To wszystko po to, żeby
    przez dwa tygodnie odetchnąć.
    Pomyślałem: jak wielu z nich poświęca co najmniej tyle
    samo uwagi na myślenie o nieprzemijalnym miejscu, do którego
    – czy tego chcą, czy nie – nieodparcie zmierzają? Nie
    dawało mi spokoju pytanie, jak wielu z nich potrafi czytać
    przewodniki, studiować mapy i uczyć się języka niebios? Europa
    i Hawaje były dla nich czymś bardziej rzeczywistym niż
    wieczny świat zmarłych. Wszak pomimo ich szczytnych planów
    i tych niezwykłych miejsc, z każdym dniem byli coraz
    bliżej swojego ostatecznego celu.
    Założeniem niniejszej książki jest przyjrzeć się temu, co
    Biblia mówi o pozaziemskim życiu. Wielu, którzy przeczytają
    te słowa, dozna pociechy. Inni będą zaniepokojeni. Natomiast
    każdy czegoś się nauczy. Muszę przyznać, że nie mam
    jakiegoś wielkiego objawienia na ten temat. Noszę jedynie
    żarliwe pragnienie precyzyjnego wyjaśnienia tego, co mówi
    o tym Biblia.
    Modlę się, żebym z Bożą pomocą nakreślił obraz chwalebnego
    nieba, aby ci, którzy gotowi są tam wejść, wykrzyczeli,
    że nie mogą się doczekać. Modlę się również, ażeby udało
    mi się uczynić piekło tak przeraźliwym, aby ci, którzy nie są
    przygotowani na śmierć, zdecydowali się zaufać Temu, który
    ma moc wyratować ich „od nadchodzącego gniewu”.
    Możemy z łatwością sprawić, by śmierć, która dotąd zdawała
    się być naszym wrogiem, stała się przyjaciółką, trzymającą
    nas za rękę podczas ostatecznego Bożego wezwania. Niechaj
    wypełni nas wdzięczność, że Bóg wyposażył nas w świetlny
    miecz. Kiedy go dobywamy, rozświetlamy rozpostartą wokół
    ciemność. Doprawdy śmierć nie jest beznadziejnym lejem,
    który wciąga nas w bezdenne nieznane.
    Czego więc się spodziewasz minutę po śmierci?