John Wesley o życiu chrześcijańskim – Fred Sanders

  • 37,00 zł 36,99 zł
  • szt.
  • Dodaj recenzję:
  • W niniejszej książce Fred Sanders podejmuje się dwóch zadań. Pierwszym jest przedstawienie teologii i duchowości Johna Wesleya przy pomocy odwołań do jego dziedzictwa intelektualnego. Drugim jest promocja (z kilkoma zastrzeżeniami) ogólnego Wesleyańskiego podejścia do przeżywania wyważonego chrześcijańskiego życia.

    John Wesley był jedną z najważniejszych postaci w historii współczesnego ewangelikalizmu. Jako przywódca przebudzenia religijnego XVIII wieku i inspirator odnowy w Kościele Anglii wywarł wpływ, który pozostaje widoczny do dziś.

    Fred Sanders przedstawia przystępne wprowadzenie do życia i nauczania Wesleya, ukazując jego gorliwość dla Ewangelii, pragnienie świętości oraz zależność od działania Ducha Świętego. Autor kreśli życzliwy, a zarazem wyważony portret człowieka, którego myśl i przykład wciąż mogą inspirować współczesnych chrześcijan.

    To doskonała książka zarówno dla tych, którzy chcą po raz pierwszy poznać Johna Wesleya, jak i dla czytelników pragnących lepiej zrozumieć jednego z najbardziej wpływowych przywódców w dziejach protestantyzmu.

    O autorze:

    Fred Sanders jest amerykańskim teologiem, wykładowcą i autorem, znanym przede wszystkim z badań nad nauką o Trójcy Świętej oraz klasyczną teologią chrześcijańską. Od 1999 roku wykłada na Biola University, gdzie prowadzi zajęcia z zakresu teologii, historii myśli chrześcijańskiej oraz wielkich dzieł literatury i filozofii.

    Format: A5
    Oprawa miękka
    Liczba stron: 214

    Fragment Wstępu

    Kto obecnie słucha Johna Wesley’a?

    Czy ktoś dzisiaj słucha jeszcze głosu Johna Wesley’a? Oczywiście postać Johna Wesley’a wciąż jest niezwykle znana, a jego imię znane powszechnie, mimo upływu 200 lat od jego śmierci. Jest postacią znaną, ma swoich zwolenników i naśladowców. Na świecie znajdziemy nie tylko Zjednoczony Kościół Metodystyczny

    (ja nawróciłem się w jednym z takich właśnie Kościołów), ale także całą rodzinę innych denominacji pochodzących od Wesley’a: the Wesleyan Church [Kościół Wesleyański], the Free Methodist Church [Wolny Kościół Metodystyczny], the Church of Nazarene [Kościół Nazarejczyka], the African Methodist Episcopal Church [Afrykański Kościół Metodystyczno-Episkopalny] i wiele innych. Istnieją młodzieżowe grupy metodystyczne (sam prowadziłem jedną), seminaria Wesleyańskie i metodystyczne (uczęszczałem do jednego z najlepszych), a także uświęceniowe obozy (byłem na takim jako nastolatek). Istnieje nawet Stowarzyszenie Teologów Wesleyańskich [Wesleyan Th eological Society] (jestem jego członkiem), które wydaje swoje czasopismo (jestem subskrybentem), a także są specjaliści akademiccy w sferze badań nad Wesley’em. Ci ludzie sami utożsamiający się jako fani i naśladowcy Johna Wesley’a znają jego przesłanie.

    Jednak słowa Wesley’a kiedyś słychać było w każdym Kościele, nie tylko w tych, które są bezpośrednio związane
    z jego instytucjonalnym wpływem. Jego głosu nie dało się kiedyś zignorować, a wpływ był nieunikniony. Obecnie poza
    tymi, którzy identyfikują się sami z „uniwersum” Wesley’a, współczynnik znajomości jego nauk spadł do alarmująco
    niskiego poziomu. Obecne pokolenie nie zna Wesley’a. Nazwy, frazy, historie, które niegdyś znane były wszystkim
    protestantom, dziś dla większości nic nie znaczą: Epworth, „Głownia wyrwana z ognia”, Święty Klub [Holy Club], ulica
    Aldersgate, „poczułem dziwne rozgrzanie serca”, „Cały świat postrzegam jako moją parafię”, „powiększaj zysk na tyle,
    ile tylko możesz”, „ofiaruj ich Chrystusowi”. Poza kilkoma hymnami Charlesa Wesley’a, które weszły do stałego kanonu
    chrześcijańskiego uwielbienia („Słuchaj, brzmi aniołów śpiew”, „Gdybym języków tysiąc miał”, „Czy może być, że zyskać mam”), słowa Wesley’a nie są dzisiaj słyszane. Ewangelikalni kalwiniści w szczególności (bez względu na to, czy młodzi i niespokojni, czy starzy i ospali) bardzo często zachowują się tak, jakby ich reformowane kwalifikacje dawały im prawo, aby zapomnieć, że kiedykolwiek istniał ktoś taki jak John Wesley, albo by nie dostrzegać w nim pozytywnej postaci. Nie zawsze jednak tak było.

    John Newton (1725–1892) był zarówno młody, niespokojny i reformowany jak wszyscy inni, ale potrafił powiedzieć
    o Johnie Wesleyu: „Nie znam nikogo, komu zawdzięczałbym więcej jako narzędziu Bożej łaski”. Aby nie być gorszym,  stanowi przykład świeżo przekonanego kalwinisty, wyraźnego przeciwnika arminianizmu, który jest jednak świadomy, jak wiele duchowego błogosławieństwa otrzymał dzięki Wesley’owi i metodystom. Do innych współczesnych myślicieli reformowanych, którzy dostrzegają w Wesleyu sojusznika, należy m.in. J.I. Packer (zob. J.I. Packer, The Glory of God and the Reviving of Religion: A Study in the Mind of Jonathan Edwards, w: A God-Entranced

    Charles Spurgeon (1834–1892) zaryzykował stwierdzenie, że „jeśli szukano by dwóch apostołów, aby dodać do liczby
    dwunastu, to nie wierzę, że dałoby się znaleźć dwóch ludzi bardziej do tego zdatnych niż George Whitefi eld i John
    Wesley”. Być może w tej wypowiedzi Spurgeona wybija się charakterystyczny dla niego dramatyczny styl, ale nie
    pamiętam, żeby wyrzekł się kalwinizmu ani przed, ani potym, jak zestawił ze sobą Whitfi elda i Wesley’a, odpowied-
    nio wielkiego kalwinistycznego i wielkiego arminiańskiego propagatora XVIII-wiecznego przebudzenia. Świadkowie
    tacy jak Newton i Spurgeon zdają się dowodzić, że nawet kalwiniści mogą się uczyć od Wesley’a; prawdę mówiąc,
    mam nadzieję, że ta książka sprawi, że oczywistym będzie, iż to szczególnie kalwiniści, którzy choć mogą pozostać tak
    bardzo reformowanymi, jak tylko tego zapragną, powinni włożyć wysiłek w usłyszenie tego, co ten ewangelikalny
    brat ma im od wieków do powiedzenia.
    John Wesley pragnął, aby jego służba wywarła wpływ na wszystkie istniejące Kościoły. Siebie postrzegał jako rzecznika przesłania Ewangelii wobec wszystkich. Jak sam powiedział „pierwotny zamysł” jego dzieła nie polegał na „byciu osobnym stronnictwem, ale pobudzeniu wszystkich stronnictw, chrześcijan i pogan, do oddawania Bogu chwały w duchu i prawdzie”

    (przy okazji warto zaznaczyć, że oczywistym powinno być, iż pobudzenie pogan do oddawania Bogu chwały oznacza nawrócenie ich do Chrystusa). Gdy w roku 1742 podjął się obrony słowa „Metodysta”, zaczął od słów: „Radować się będę (takie mam małe ambicje, aby przewodzić jakiemuś odłamowi czy stronnictwu), jeśli imię me nie będzie nigdy już wspomniane, lecz zagrzebane zostanie na wieki w zapomnieniu”. W traktacie tym, tj. The Character of a Methodist [Charakter metodysty], przedstawił swoje przekonania w możliwie najbardziej jednoznaczny sposób w nadziei, że „być może niektórzy z was, co nienawidzą nazwy, którą mnie nazwano, pokochają to, kim jestem z łaski Bożej; czy raczej tego, za kim podążam, jeśli uda mi się pochwycić to, do czego zostałem pochwycony przez Jezusa Chrystusa”.

    Wesley dobrze rozumiał siebie samego, gdy powiedział, że jego misją było „pobudzić wszystkich [...] do oddawania chwały Bogu”. Był nade wszystko orędownikiem przebudzenia, budzicielem śpiących dusz i skostniałych instytucji.

    Bez wątpienia istnieje podobna potrzeba i dzisiaj. Z jednej strony (z wnętrza Weslayańskiej myśli) same instytucje, które założył Wesley, skostniały i wpadły w letarg, z którego Wesley chciał je wyrywać. Ewangelikalne skrzydło metodyzmu doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ruch metodystyczny stał się dokładnie tym, w reakcji do czego kiedyś powstał. Fakty są takie, że wierni od dawna postrzegają metodyzm jako historyczny Kościół ewangelicki [ang. mainline church], a nie jako ponad-denominacyjny ruch na rzecz przebudzenia.
    Po drugie, istnieje wielka potrzeba takiego Wesleyańskiego podbudzenia w naszych czasach, ponieważ jego przesłanie
    jest lekarstwem na wiele chorób, które nękają dzisiaj nas wszystkich. Dostrzegł on nieodłączną jedność rzeczy, które
    my, ze szkodą dla nas, nauczyliśmy się postrzegać jako coś odrębnego, a nawet przeciwieństwa. Dostrzegł on, że świętość serca oraz życia są wewnętrznie i koniecznie połączone z darmowym przebaczeniem grzechów. Dostrzegł związek pomiędzy usprawiedliwieniem i uświęceniem, a także był w stanie w niezwykle mocny sposób to komunikować: „Posiadał on jedną główną prawdę, że człowiek jest usprawiedliwiony przez wiarę i udoskonalony w miłości”. Nie wybierał sobie dowolnie spośród różnorakich korzyści jedności z Chrystusem, ale jego nauczanie nie dawało także
    tej opcji jego słuchaczom. Posiadał spójne zrozumienie łaski jako zarówno niezasłużonego miłosierdzia, jak i mocy Ducha Świętego, który działa w nas. Jeśli ta wielka doktryna mogłaby chwycić serca chrześcijan w naszych czasach, to
    jej efektem byłoby to samo przebudzenie, które nastąpiło, gdy Wesley głosił ją po raz pierwszy.